Za moich czasów

– Za moich czasów… – rzuci ktoś znacząco. I zwykle ma to oznaczać, że dawniej było lepiej.

Niekiedy tak rzeczywiście jest, sporo rzeczy zmieniło się na gorsze. Ale z drugiej strony, czasem jest to tylko szkodliwy sentyment, nie pozwalający się cieszyć tym, co mamy teraz. Malkontenctwo. Na przykład, za moich czasów śledzenie startów rakiet było niemożliwe, raz na dekadę zdarzała się transmisja w telewizji: najpierw z lądowania astronautów na Księżycu, a potem, o ile pamięć mnie nie zawodzi, z lotu Mirosława Hermaszewskiego.Hermaszewski

A teraz? Do wyboru nie tylko transmisje w naszej telewizji publicznej, jak w przypadku misji marsjańskiego Pathfindera, ale i relacjonowane w NASA TV na bieżąco ważniejsze starty pojazdów tej agencji, misje międzyplanetarne… Także moja ulubiona prywatna firma, SpaceX, ma własną telewizję, dzięki której można było obejrzeć start załogowej kapsuły „Dragon”. Normalnie szał. Za moich czasów tego nie było.

I może chociaż chłopięca wyobraźnia działała silniej, a testy i pierwszy start wahadłowca przeżywałem i bez telewizji (jeden z astronautów. John Young, do dziś jest moim idolem), to jednak bardzo się cieszę, że w tej sprawie świat poszedł do przodu. Za moich czasów było gorzej.

P.S. Zdjęcie, jeśli ktoś nie rozpoznał, przedstawia oczywiście kosmonautę Hermaszewskiego słuchającego opowieści pana Twardowskiego o locie w kosmos :P

Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *